
Zupełnie nie wiem, dlaczego tak długo omijałem to sympatyczne miejsce.
Aż trudno uwierzyć, że właściciel w chwili powoływania do życia tego
lokalu miał 21 lat; obecnie ma 6 restauracji w Warszawie i 10 lat więcej.
Firmowy słoń to ogromny łeb tego sympatycznego zwierzaka, który przebił
ścianę i znalazł się w lokalu (ponoć niektórzy bywalcy usilnie szukają
jego dalszego ciągu).
Oprócz niewielkiej salki, przeszklona weranda, z której można podziwiać
Ogród Saski. Na pewno warto spróbować perfekcyjnego carpaccia z surowego
łososia - cudownie różowe płatki ryby pachną subtelnym aromatem ziołowej
zalewy, w której dojrzewały, a smakują równie wspaniale jak wyglądają.
Tym bardziej, że towarzyszy im szczypta perfekcyjnego sosu z dodatkiem
brandy. Fantastyczny jest tatar z pocztowych śledzi (są to kawałki matijasów,
wycinane z samego środka dzwonka śledzia, czyli najlepsze). Próbowałem
zgłębić tajemnicę puszystości placuszków ziemniaczanych, które towarzyszyły
polędwiczkom z kurczaka, ale mi się nie udało; smakują po prostu wspaniale.
Podobnie jak eskalopki cielęce, suto potratowane aromatycznym estragonem.
Miłośnikom owoców morza radzę spróbować krewetek z grilla z dodatkiem
czosnku i zielonej pietruszki; w każdy czwartek mogą natomiast wpaść
na świeże ostrygi. Zwracam również uwagę na wyśmienity sposób podawania
aromatycznej kawy - towarzysząca jej śmietanka była gorąca (niby nic,
ale w ilu renomowanych lokalach pamięta się o tym?). A jak mówi przysłowie,
diabeł tkwi w szczegółach. I oczywiście świadczy o profesjonalizmie.
Autor: Ekspert
SUKCES XI.2001.
An
elephant by any other name
On a recent balmy spring evening, David and I headed out for a mid-week
meal at Der Elefant. I'd seen that the restaurant had set up its outdoor
seating and despite being a stone's throw from the edge of busy ulica
Marszałkowska, it's reasonably quiet and rather pleasant place to be.
And it's interesting menu if grilled food is your thing - there's everything
from grilled mountain trout to grilled pork chops. It also has a generous
smattering of seafood - breaded mussels and surimi crabs or shrimp scampi
with garlic and parsley to name few.
There's a good selection of foreign beers. And post-dinner, if we'd
been inclined, we could have ordered from Der Elefant's impressive cigar
menu that conveniently lists each cigar's smoking time. Thankfully there
were no cigar puffers around when our meal arrived.
I chose a starter from Der Elefant's seasonal specials menu - asparagus
with hollandaise sauce and toast, and it was scrumptious: spears of
bright green asparagus steamed to perfection served with a dribble of
marginally impressive hollandaise sauce and crisp toast. David chose
a bowl of the classic sour rye soup, żurek, that passed the taste test:
"Well, it tastes like żurek", was David's succinct assessment.
For my main course, I found it hard to go past the "Der Elefant
filet mignon". It's been so long since I've seen a filet mignon
on a menu in Poland - with the exception of over-priced fourstar hotel
dining menus. At zł. 31, it seemed like a bit of bargain, and I have
to say it was. The steak was the size of a petite palm, and it was absolute
perfection. Thick, juicy, tender and succulently delicious. The natural
dining partner of steaks - being French-fries - were just as good. And
a mountain of salad that came on the side sported only a small amount
of cabbage!!
David's main course experience was a little less thrilling than mine.
His rule of thumb when ordering dinner is to go with the first thing
on the menu that grabs your attention; in this case, Vienna schnitzel.
But rules are there for the breaking, and at the last minute, David,
obviously attracted by the deep, primordial hunting instinct, switched
choice to the "Warrior's Feast", a platter of five different
grilled meats, boasted the menu.
As with my steak, the portions were respectable - not grotesque - and
David's plate featured a grilled fillet of chicken, pork, a small rissole,
a small piece of steak, and a kiełbasa, all presented appetizingly on
a large white plate.
"I should have stuck with the schnitzel". Coursed David as
he waded through his meats. He conceded that his meal was tasty but
it was a case of quantity over quality - the steak was a little tough,
the rissole ... well, it's rissole, and kiełbasa is something that David
hasn't touched since 1998.
As if on cue, as we were finishing off our meal, a great storm blew
into Warsaw. But I left knowing that, finally, after almost two years
in Warsaw, I've found a restaurant that serves excellent filet mignon
at an excellent price! Dinner for two, including pints of Bitburger
beer, came to zł. 205.
By Celia Barnes
Warsaw Business Journal
Volume 8, Number 21; May 27-June 2, 2002
"der
Elefant" to pierwsza restauracja firmy Jarczyński. Powstała ponad
10 lat temu, w 1990 roku, w czasach gdy w Warszawie masowo uruchamiano
niemal wyłącznie pizzerie i puby (co w zamyśle właścicieli miało być
chyba dowodem na "europejskość"). Nie było wtedy w stolicy
tak popularnych i cieszących się olbrzymią popularnością w Niemczech,
we Francji i Włoszech dobrych, sympatycznych restauracji z wyśmienitym
jedzeniem.
W dawnym obskurnym barze, Artur Jarczyński po gruntownym remoncie uruchomił
restaurację opartą na zachodniemieckich wzorach. I "der Elefant"
bardzo szybko zasłynął w Warszawie jako restauracja z wyśmienitą kuchnią.
Serwowane soczyste mięsa prosto z grilla i olbrzymie sałaty niezmiennie
cieszą się olbrzymią popularnością.
Jednak nie tylko wyśmienita kuchnia wyróżniała "der Elefanta"
spośród innych warszawskich lokali. W 1990 roku "der Elefant"
był jedyną restauracją w stolicy, w której zawsze można było dostać
najznamienitsze niemieckie piwo - lanego prosto z beczki Bitburgera!
Bitburger to legenda niemieckiego browarnictwa. Największy prywatny
browar (pozostający od lat w rękach jednej rodziny) w Niemczech, zaś
pod względem wielkości produkcji zajmuje czwarte miejsce w tym kraju
uznawanym za ojczyznę piwa.
Należy w tym miejscu zaznaczyć, że nie każdy lokal otrzymuje zezwolenie
na serwowanie tego gatunku piwa. Aby móc je podawać restauracja musi
spełniać szereg wymogów stawianych przez browar. I od dziesięciu lat
"der Elefant" uznawany jest przez producentów Bitburgera za
miejsce godne tej marki. Ba, nawet więcej! Właściciele browaru zaproponowali
Arturowi Jarczyńskiemu, by slogan reklamowy Bitburgera - "bitte
ein bit" - przyozdobiał szyld "der Elefanta".
Po trzech latach działalności "der Elefant" został rozbudowany.
Przybyła przeszklona braseria z kilkudziesięcioma nowymi miejscami,
a i tak "załapanie się" na wolne miejsce nie jest łatwe.
Paweł Ludwicki